Aleksandra Szwed (24 l.) z racji swojego koloru skóry nie ma w Polsce łatwego życia...
Gwiazda, która popularność zdobyła rolą w serialu "Rodzina zastępcza"
udzieliła ostatnio wywiadu, w którym opowiedziała o swoich
traumatycznych przeżyciach.
Okazuje się, że Ola padła ofiarą grupy kiboli, którzy brutalnie ją zaatakowali.
"Zostałam zaatakowana z przyczyn rasowych przez grupę panów
wracających z meczu. Próbowałam uniknąć kontaktu z nimi, odsunąć się.
W którymś momencie to już był taki abstrakt, że oni sobie mną rzucali,
krzycząc cudowne hasła: Polska dla Polaków, White Power" - wyznała
w programie "Studio TTV".
Aleksandra ma żal do osób, które stały na pobliskim przystanku, bo
żadna z nich nawet nie próbowała udzielić jej pomocy. Cała sytuacja
mogła skończyć się o wiele gorzej, gdyby któryś z oprawców nie
zorientował się, że mają do czynienia ze znaną aktorką.
"Wpadłam na któregoś z panów, który stal pod latarnią. On mnie
złapał, spojrzał na mnie i mówi: 'Co wy, kurwa, telewizji nie oglądacie?
Przecież to nasz murzyn z telewizji jest!" - opowiada Szwed.
Wtedy dopiero mężczyźni się zreflektowali i nawet odprowadzili swoją
ofiarę na autobus. Podobno nawet ją przeprosili, ale nie za to, że nią
rzucali, a za to, że jej nie rozpoznali.
Dobrze, że kibole oglądają "Rodzinę zastępczą", aż strach pomyśleć, co mogłoby się stać, gdyby Szwed nie była celebrytką.